lyrics
W listopadowym chłodzie poranka
jesień odeszła jak miłość kochanka.
Trawy szronem posiwiały...
Drzewa czekają na powrót gawronów
Kto mnie otuli z nadejściem chłodów?
Mroźne sztylety wbite w nozdrza
prostują ramiona na baczność.
Kroczę w błyskach letnich wspomnień
dywanem którego zwinąć nie można.
Suche liście z góry mi klaszczą.
Gdzie podziać przed zimą
krew prawie zastygłą,
gdy nie ma korzeni pojemnych?
Serca i drzewa w lasach pękają
w temperaturach ujemnych...
Gdzie wylać łez wody podskórne
gdy łąki już dawno skoszone?
Na grobach kochanych kwiaty nie więdną,
słonymi kroplami zroszone...
Pożegnam tam miłość jesieni niewierną
i wszystkie nadzieje me durne.
W listopadowym chłodzie poranka
jesień odeszła jak miłość kochanka.
Trawy szronem posiwiały...
Drzewa czekają na powrót gawronów
Kto mnie otuli z nadejściem chłodów?
Kto mnie otuli z nadejściem chłodów?
音乐风格
Sadness, Nostalgia, emotional depth vocal, poezja śpiewana