[Verse] Szukał prawdy między wierszy Błądził w labiryncie marzeń W końcu tak niewiele wierzył Został sam na własnej straży [Verse 2] W lustrze widział swoją duszę Pełną krwi i starych blizn Niebo szare niczym musze Ona była tylko snem [Chorus] Kiedy to zrozumiał było zapóźno Serce pękło jak z porcelany Czas już nie złożył jego snu Ona była tylko przelotną chmurą [Verse 3] Szeptał cicho swe pragnienia Miał nadzieję że je słyszy Każde z nich to drobne cienia Które w sercu rosną ciszy [Verse 4] Jak poranek po nocy bolesnej Próbował odrodzić siebie Lecz ropażony każdym dniem Nie mógł dotknąć już do nieba [Chorus] Kiedy to zrozumiał było zapóźno Serce pękło jak z porcelany Czas już nie złożył jego snu Ona była tylko przelotną chmurą