Dalszöveg
Przepraszam wszystkich, których w życiu zawiodłem
Znowu na dno moich smutków usiadłem
Wiktoria, kochanie, to do ciebie te słowa
Przez moje błędy pęka mi głowa
Ciągłe kłótnie, które sam wywołuję
W środku siebie tylko pustkę czuję
Chciałem być wielki, zaimponować światu
A stoję tu dzisiaj bez żadnego atutu
Czuję się jak zombie, nie mam już siły
Moje marzenia w piachu utknęły i zgniły
Chciałem dać ci dom i dwójkę dzieci
A czas mi przez palce jak piasek leci
Przepraszam za wszystko, co zepsuć zdołałem
Choć bardzo cię kochać zawsze starałem
Depresja mnie dusi, zabiera mi tlen
Każdy mój dzień to jest koszmarny sen
Myśli najgorsze krążą mi w czaszce
Czuję się jakbym był w ciasnej klatce
Nie umiem nikomu powiedzieć co boli
Moje serce powoli się w pył rozkoli
Tysiąc rzeczy na raz chciałbym dziś zrobić
Ale nie potrafię nawet kroku dobić
Planowałem dom, fundamenty i ściany
Teraz ten plan jest cały spękany
Chciałem imponować, być kimś wyjątkowym
A stałem się tylko ciężarem domowym
Nie wysypiam się, noc to jest męka
Każda nadzieja w moich rękach pęka
Nic mi nie wychodzi, wszystko się sypie
Tonę w tym bagnie, w tym mrocznym typie
Czuję się jak zombie, nie mam już siły
Moje marzenia w piachu utknęły i zgniły
Chciałem dać ci dom i dwójkę dzieci
A czas mi przez palce jak piasek leci
Przepraszam za wszystko, co zepsuć zdołałem
Choć bardzo cię kochać zawsze starałem
Tak bardzo przepraszam, Wiktorio, wybacz
Nie chcę byś musiała na dno ze mną spływać
Chciałem być silny, a jestem nikim
To mojej duszy bolesne krzyki
Znowu nie śpię, patrzę się w sufit
Los mnie kolejny raz dzisiaj oszukał i kupił
Błędy za błędami, jak pętla na szyi
Chciałbym byśmy w spokoju wreszcie ożyli
Ale nie mam siły, by wstać rano z łóżka
Pusta jest głowa i pusta poduszka
Przepraszam rodzinę i wszystkich znajomych
Za moje zachowania, za te dni stracone
Przepraszam...
Wiktorio...
Staram się być dobrym człowiekiem, choć w głowie ciemno jak noc
Depresja wisi nade mną jak chmura, co nie zna słów „dość”
Nikt mnie nie pyta, co czuję, każdy ma własny film
Ja lubię szybką jazdę, ten moment, gdy życie ociera się o pył
Bawię się ze śmiercią jakbym nie miał już nic do stracenia
Ona się śmieje, ja pytam w myślach, czy mam jeszcze coś do spełnienia
Mam w sobie fantazje, których i tak nie zrozumiesz
Bo sam czasem nie ogarniam, kim naprawdę w środku jestem, wiesz
Chcę, żeby coś po mnie zostało, nie tylko szept: „był dobrym człowiekiem”
Chcę zostawić ślad na betonie świata, a nie tylko kurz niesiony wiatrem
Mam w głowie plan, byś już nie musiała pracować za dwoje
Zbuduję swój biznes, postawię na siebie, nie chcę żyć czyimś snem, tylko swoim
Chcę budzić się w nocy od płaczu naszego dziecka
Wyobrażam sobie spacer – ty, pies i ja, a przed nami mała kolejka
Pcham wózek, w środku całe moje „dlaczego” i „po co”
Ty się śmiejesz, a ja wreszcie nie uciekam przed sobą i przed życiem nocą
Mam ambicje, choć nie wrzucam tego w internet, nie muszę nic udowadniać
Ludzie mnie skr