เนื้อเพลง
(Zwrotka 1)
Wsiadł i trzasnął drzwiami, aż zatrząsł się wóz,
Na jeża krótko cięty, czerwony jak struś.
Żyła mu na czole pulsowała jak dzwon,
Za ciemnymi szkłami czaił się sąd, on.
Nie rzekł "dzień dobry", tylko sapnął przez nos,
"Zapnij pan pasy, bo marny twój los.
Światła, wycieraczki, no już, ruszaj pan!
Nie mamy całego dnia, mam napięty plan!"
(Przed-refren)
Ruszyłem z placu, łuk zrobiłem jak z nut,
Myślałem: "jest dobrze, uniknąłem dróg krut".
Lecz on patrzył w szybę z pogardą i złem,
Jakby moim wrogiem od urodzenia był.
Na mieście skręt w lewo, zająłem swój pas,
Nagle z auta z boku ktoś wcisnął w porę gaz,
Zwolniłem odruchowo, a on wpadł w szał...
(Refren)
I ryknął: "KONIEC DZIADA, KONIEC DZIADA!
Tu dynamiki brak, to jest jakaś parada!
Pan nie przewidujesz, pan zagrażasz wszystkim!
Wynik negatywny! Żegnam ozięble i kwita!"
"KONIEC DZIADA, KONIEC DZIADA!"
W jego głosie była czysta, dzika radość!
Zdjął okulary, w oczach triumfu błysk,
Dla niego mój dramat to był czysty zysk!
(Zwrotka 2)
Za drugim razem myślę: "teraz go zagnę",
Jadę jak mistrz świata, każdą dziurę ogarnę.
Parkuję prostopadle, że linijki nie trzeba,
On tylko mruczy: "No, zobaczymy, co z chleba".
"Proszę zawrócić z użyciem biegu wstecznego."
Mówi tak, jakby chciał czegoś bardzo niedobrego.
Wykonałem manewr, koło o krawężnik... draśnięcie,
A on zareagował jak na bombardowanie!
(Przed-refren)
Wdepnął w hamulec, aż mi głowa spadła,
Twarz mu nabrzmiała, jakby zaraz pęknąć miała.
"Co to było?!" – syknął, czerwony jak burak,
Długopisem w kartce zrobił wielki mazak.
Wiedziałem, że czekał na ten jeden, mały błąd,
Że cała reszta jazdy to był dla niego swąd...
(Refren)
I wrzasnął: "KONIEC DZIADA, KONIEC DZIADA!
Najechanie na krawężnik to jest zdrada!
Pan nie panujesz nad gabarytem wozu!
Wracaj pan na kurs doszkalający, bez dowozu!"
"KONIEC DZIADA, KONIEC DZIADA!"
Następna ofiara w poczekalni już siada!
Rzucił mi papiery przez ramię, bez słowa,
Bo jego misja na dziś jest już gotowa!
(Bridge)
Stoję i patrzę na ten jego łysy kark,
Na tę pulsującą żyłę, co ma wściekłości znak.
Myślę sobie: chłopie, żebyś kiedyś zdawał
Na prawo do empatii i sto razy go oblał!
Bo to nie egzamin, to jest polowanie,
Na ludzkie nerwy i na załamanie!
(Outro)
I słyszę wciąż ten jego wrzask,
Jak zdarta płyta, przez cały czas...
KONIEC DZIADA!
KONIEC DZIADA!
...następny proszę.