Na początku świat jest większy od nich, pełen drzwi, za którymi mieszka nieznane. Ktoś pochyla się nad ich milczeniem, nie odbiera lęku — po prostu zostaje.
I nawet nie wiadomo, w której chwili małe serce zaczyna ufać światu.
Rzeka nie ogląda się na źródło, a jednak niesie je aż do morza. Tak pójdzie z nimi to, co niewidzialne — Wasz spokój ukryty w ich odwadze, Wasza czułość w dłoniach, które kiedyś podniosą kogoś z ziemi.
Nie stawia się pomników zwyczajnym porankom. Nikt nie zapisuje cierpliwości, która nie miała już sił, a jednak została.
A przecież właśnie tam, gdzie świat widzi tylko codzienność, rodzi się czyjaś przyszłość.
I może nie zapamiętają Waszych słów. Może z czasem zatrą się twarze. Lecz jest w człowieku takie miejsce, gdzie otrzymane dobro przestaje być wspomnieniem...
Staje się nim samym.
Rzeka nie ogląda się na źródło, a jednak niesie je aż do morza. I choć nie wie, skąd przyszła jej siła, niesie ją dalej... Dalej niż sięga nasz wzrok.