Zapadnę w sen, obudzisz mnie, obudzisz ukochany. Tym pocałunkiem, co jak szept przenika poprzez ściany. Zapadnę w sen, odszukasz mnie, otworzysz wieko trumny. I zdejmiesz niczym welon z mgły białe jak śnieg całuny. Zapadnę w sen i wzlecę w dal, daleko ponad nami. Tam, gdzie Aniołów złoty chór otula mrok skrzydłami. Dotknij mych ust, co zimne wciąż bez życia tu czekały. I dłoni, co od tylu lat nadzieję kołysały. Dotknij mych oczu - tych błękitnych jak morze zapomnienia. Niechaj popatrzą prosto w słońce, opuszczą smugę cienia. Czekałam tu i śniłam wciąż, że znajdziesz mnie wśród nocy. A pocałunek niczym klucz otworzy moje oczy.