Ktoś przestawił mój zegar z sercem w środku. Zegar wybuchł. Ale serce? Dalej tyka.
Ha! Tańczę na żyle świata – Czerwony dywan to jelita! Gdzie mój tron? Gdzie mój szept? Zgubiłem rozum w jej śmiechu, zginąłem jak ślepy w świetle!
Powiedz mi, czy chcesz być królową mojego snu, Czy tylko upiorem w mojej maskaradzie? Złammy zegary, no chodź! Krew na marmur – nasz nowy kolor.
Zamknę słońce w pudełku! Zerżnę niebo z jego barw! Dla niej! Tylko dla niej! Choć nie zna mojego imienia... jeszcze. Rozszarpię świat na ryzy i dam jej koronę z kolców! I powiem: „Patrz! Królestwo chaosu… Twoje.”
Nie jestem romantykiem – Jestem paznokciem w gardle anioła. Kocham ją jak zaraza… Nie delikatnie. Nie po ludzku. Ale jak ogień kocha tlen – Zużywa, pożera, zostawia tylko echo jej śmiechu na popiele.
La-la-la, no chodź, zatańcz ze mną... Połammy gwiazdy i posklejajmy z nich lustro. Niech się przejrzy – nie w sobie, w moim spojrzeniu. Niech wie… Niech wie, że nie istnieje beze mnie.
Zamknę słońce w pudełku! Zerżnę niebo z jego barw! Dla niej! Tylko dla niej! Niech krzyczą – ja i tak zatańczę! Rozszarpię świat jak papierową mapę, I spalę drogi do wszystkich „nie”.
Kochałem ją… Jak nożyczki kochają jedwab. Jak cyrk kocha ogień. Jak szaleniec kocha swój szept.