가사
Zwrotka 1:
Od małolata uczony, że facet ma dźwigać świat,
że łzy to słabość, a w sercu ma być tylko hart.
Patrzę na mamę— zmęczone dłonie, cichy wzrok,
chciałbym jej oddać wszystko, a daję jej tylko kłopot.
Staram się, kurwa, naprawdę daję z siebie sto,
ale rachunki nie patrzą, ile w sercu masz trosk.
Mówią „będzie dobrze” — ja to słyszałem sto lat,
a w portfelu wiatr hula, jakby szydził mi w twarz.
Czuję się mały, gdy pytają „jak tam plan?”,
bo plan to miałem, ale życie zmieniło stan.
Miałem być tarczą, fundamentem, skałą wśród burz,
a czasem ledwo stoję, choć udaję, że luz.
Refren:
I mimo że biegnę, to stoję w miejscu wciąż,
jakbym za mało dawał, jakbym tylko tu przeszkadzał
Chciałbym być synem, co dom wyciąga na plus,
a czuję, że zawodzę — choć robię ile mógłbym móc.
Nie wiem, czy kiedyś powiem: „Mamo, już jest dobrze”,
czy dalej będę liczył drobne w brudnym portfelu.
Chciałem być siłą, co uniesie ten dom,
a czasem sam nie mam siły czuję że spadam na dno
Zwrotka 2:
Koledzy mówią o planach, o furach i cashu,
a ja myślę, czy starczy na życie bez stresu.
Nie chcę pałaców, złotych łańcuchów na szyi,
chcę tylko spokoju dla niej — żeby w końcu się śnił.
Czuję presję jak beton na barkach codziennie,
bo facet ma zarobić — tak mówili mi wiecznie
A ja dopiero uczę się życia i siebie,
a już mam wrażenie, że przegrywam tę partię.
Nie jestem święty, czasem uciekam w ciszę,
bo łatwiej milczeć niż mówić, co mi los napisze
Nie chcę być ciężarem, chcę być podporą,
ale jak być filarem, gdy sam ledwo stoję prosto?
Refren:
I mimo że biegnę, to stoję w miejscu wciąż…
jakbym za mało dawał, jakbym tylko tu przerzkadzal
Chciałbym być synem, co dom wyciąga na plus,
a czuję, że zawodzę — choć robię ile mógłbym móc.
Outro (mówione, spokojnie):
Może nie jestem jeszcze tym, kim chciałem być,
może za mało mam w kieszeni, za dużo w myślach.
Ale przysięgam sobie — choćby nie wiem co,
będę walczył o ten dom… nawet jeśli dziś czuję się słabo