가사
Są słowa, które ważą więcej niż świat…
Dla mnie to są dwa.
Nie potrzebuję medali, nie gonię za brawami,
Wystarczą dwa słowa wypowiedziane małymi ustami.
„Tata Artur” – i nagle wszystko ma sens,
Jakby ktoś zapalił światło w najciemniejszy dzień.
Noszę w sobie zmęczenie, czasem ciszę i kurz,
Ale te dwa słowa podnoszą mnie ponad mur.
Nie pytają, czy jestem gotów, czy dam radę znów,
One po prostu mówią: „Jesteś domem. Jesteś tu.”
Gdy je słyszę, prostują mi się plecy,
Jakby serce przypominało, kim jestem naprawdę.
„Tata Artur” – i rosną mi skrzydła,
Jakbym mógł unieść wszystko, co dziś mnie przygniata.
W tych dwóch słowach jest wiara, spokój i siła,
Cały sens, którego nie da się zmierzyć w latach.
Nie muszę być idealny, nie muszę być twardy,
Wystarczy, że jestem Twoim tatą – Arturem.
Czasem świat krzyczy głośno, czasem ciągnie w dół,
Ale ja mam głos, który przywraca mi puls.
Nie mówią „musisz”, nie mówią „powinieneś być”,
One mówią: „Jesteś ważny. Po prostu bądź i żyj.”
Każdy dzień uczy pokory, odpowiedzialnych dróg,
Ale te dwa słowa zamieniają ciężar w ruch.
Bo kiedy ktoś tak na Ciebie patrzy i ufa bez granic,
Nie ma góry, na którą nie chciałbyś się wspinać.
To nie jest tytuł, to obietnica w sercu,
By być zawsze, nawet gdy zabraknie słów.
„Tata Artur” – brzmi jak dom w środku burzy,
Jak ciepło, gdy świat bywa zimny i duży.
W tych dwóch słowach jest wszystko, czym chcę być,
Odwaga, by nie uciekać, siła, by trwać i żyć.
Jeśli kiedyś zwątpię, wystarczy jeden znak,
Twój głos mówiący cicho: „Tata Artur… tak”.
Gdyby skrzydła miały dźwięk,
Brzmiałyby właśnie tak.
Nie w głośnych fanfarach,
Tylko w prostym: „Tata Artur” – tak.
Dwa słowa, a niosą mnie dalej niż sny,
Przez zmęczenie, przez strach, przez zwykłe dni.
„Tata Artur” – mój kompas, mój znak,
Najpiękniejsze imię, jakie w życiu dostać się da.
I choć skrzydła są niewidoczne dla świata i lat,
Ja wiem, że rosną… za każdym razem, gdy tak mówisz:
Tata Artur.