가사
(Zwrotka 1)
Siedzę na dachu, niebo się dusi,
Miasto oddycha w rytmie moich kłopotów.
Ty znikasz znów bez słowa, jak duchy,
A ja piszę wersy na pustym peronie snów.
Wszystko się topi w lukrowym dymie,
Zbyt wielu ludzi, co chcą coś na niby.
Ty miałaś światło, ale gasło w czasie,
A ja miałem siebie, lecz nawet to zbladło w trasie.
(Refren)
Znowu patrzę w szkło — to nie lustro, to ekran,
Znowu palę most — nie pytaj czemu uciekam.
Narysuj mnie dziś jak potwora z kreskówki,
Bo nie wiem już sam, co tu prawda, co durny filtr.
Nie pytaj, gdzie idę, nie pytaj, kim jestem,
Bo nawet ja nie wiem — mam w głowie tylko dreszcze.
To nie jest love song, to nie jest diss,
To tylko nocna wersja mnie, której nie znasz ty.
(Zwrotka 2)
Pusty pokój, zegar bije w głowie,
Piszę do ciebie, ale kasuję, bo po co tobie?
Mówiłaś, że serce, mówiłaś, że prawda,
Ale kiedy krzyczałem — miałaś wyciszone powiadomienia.
Moje sny to glitch, moje dni to repetycja,
Zgubiłem kierunek, jadę na autopilocie życia.
Chciałem być kimś więcej niż tym chłopakiem z miasta,
Ale wszystko, co miałem, to szklana bańka i pusta ławka.
(Refren)
Znowu patrzę w szkło — to nie lustro, to ekran,
Znowu palę most — nie pytaj czemu uciekam.
Narysuj mnie dziś jak potwora z kreskówki,
Bo nie wiem już sam, co tu prawda, co durny filtr.
Nie pytaj, gdzie idę, nie pytaj, kim jestem,
Bo nawet ja nie wiem — mam w głowie tylko dreszcze.
To nie jest love song, to nie jest diss,
To tylko nocna wersja mnie, której nie znasz ty.
(Outro – spoken word, przyciszony bit)
Może kiedyś wrócę, może już mnie nie będzie.
Może z tych wersów coś zrozumiesz, albo nie.
Ale wiesz co?
Chociaż jestem tylko szkicem,
To dalej tu jestem. Choć znikam jak dym.