(Zwrotka 1)
Czasem patrzę na ciebie i czuję mroźny chłód,
Choć całe nasze życie to był wspólnie ciężki trud.
Są takie chwile, gdy nie chcę widzieć cię,
Kiedy twój głos w oddali zamienia się w mgłę.
Wtedy w głowie pulsuje ta najgorsza z myśli,
Że zniszczyłbym wszystko, choć to się nie ziści.
Skała pęka na pół, w gardle rośnie mi krzyk –
W tej wojennej sekundzie nie liczy się nikt.
(Refren)
Bo nasza miłość to rak – mam tego świadomość,
Niszczy nas od środka, zatruwa naszą wolność.
I gdyby nie chemia, co wciąż w żyłach płonie,
Ten żywioł już dawno zasiadłby na tronie,
Rozszarpałby serca, zostawił pusty plac...
A my wciąż trwamy i nie chcemy się dać.
(Zwrotka 2)
Ale potem nadchodzi ten cichy, chłodny zmierzch,
Gdy powietrze gęstnieje i uderza w nas dreszcz.
Są chwile, że tęsknię za dotykiem twych rąk,
Są chwile, gdy znowu czuję w żyłach ten prąd.
Miotam się od ściany w tym domowym piekle,
Choć przed chwilą w tej walce kląłem tak wściekle.
To są minuty brutalnej walki między nami,
Lecz wciąż zostajemy związani wspomnieniami.
(Refren)
Bo nasza miłość to rak – mam tego świadomość,
Niszczy nas od środka, zatruwa naszą wolność.
I gdyby nie chemia, co wciąż w żyłach płonie,
Ten żywioł już dawno zasiadłby na tronie,
Rozszarpałby serca, zostawił pusty plac...
A my wciąż trwamy i nie chcemy się dać.
(Bridge)
Ale to są tylko słowa rzucone w szaleństwie,
Bo pod tą nienawiścią, w tym całym przekleństwie,
Ona tam jest – ta prawda ukryta na dnie,
Jak czysty diament, co w mroku cicho tli się.
(Zwrotka 3)
Ciągle ją szlifujemy, choć krwawią nam dłonie,
W tym toksycznym, szalonym, wiecznym maratonie.
Chcemy, by była w końcu nieskazitelna –
Przez ból i przez łzy, do samego końca wierna.
Tak jak diament – po prostu piękna i czysta,
Nasza trudna, bolesna, miłość wieczysta.
(Outro)
Surowy diament...
Ciągle szlifowany w ogniu.
Są chwile, że nienawidzę...
Ale bez ciebie nie ma mnie.
(Zwrotka 1) Czasem patrzę na ciebie i czuję mroźny chłód, Choć całe nasze życie to był wspólnie ciężki trud. Są takie chwile, gdy nie chcę widzieć cię, Kiedy twój głos w oddali zamienia się w mgłę. Wtedy w głowie pulsuje ta najgorsza z myśli, Że zniszczyłbym wszystko, choć to się nie ziści. Skała pęka na pół, w gardle rośnie mi krzyk – W tej wojennej sekundzie nie liczy się nikt. (Refren) Bo nasza miłość to rak – mam tego świadomość, Niszczy nas od środka, zatruwa naszą wolność. I gdyby nie chemia, co wciąż w żyłach płonie, Ten żywioł już dawno zasiadłby na tronie, Rozszarpałby serca, zostawił pusty plac... A my wciąż trwamy i nie chcemy się dać. (Zwrotka 2) Ale potem nadchodzi ten cichy, chłodny zmierzch, Gdy powietrze gęstnieje i uderza w nas dreszcz. Są chwile, że tęsknię za dotykiem twych rąk, Są chwile, gdy znowu czuję w żyłach ten prąd. Miotam się od ściany w tym domowym piekle, Choć przed chwilą w tej walce kląłem tak wściekle. To są minuty brutalnej walki między nami, Lecz wciąż zostajemy związani wspomnieniami. (Refren) Bo nasza miłość to rak – mam tego świadomość, Niszczy nas od środka, zatruwa naszą wolność. I gdyby nie chemia, co wciąż w żyłach płonie, Ten żywioł już dawno zasiadłby na tronie, Rozszarpałby serca, zostawił pusty plac... A my wciąż trwamy i nie chcemy się dać. (Bridge) Ale to są tylko słowa rzucone w szaleństwie, Bo pod tą nienawiścią, w tym całym przekleństwie, Ona tam jest – ta prawda ukryta na dnie, Jak czysty diament, co w mroku cicho tli się. (Zwrotka 3) Ciągle ją szlifujemy, choć krwawią nam dłonie, W tym toksycznym, szalonym, wiecznym maratonie. Chcemy, by była w końcu nieskazitelna – Przez ból i przez łzy, do samego końca wierna. Tak jak diament – po prostu piękna i czysta, Nasza trudna, bolesna, miłość wieczysta. (Outro) Surowy diament... Ciągle szlifowany w ogniu. Są chwile, że nienawidzę... Ale bez ciebie nie ma mnie.音楽のスタイル
Pop Rap, Pop, Sadness, Male Voice