Dalszöveg
Kiedyś mieli wspólny adres,
wspólny oddech, wspólny sen.
Potem życie ich rozdzieliło,
każde poszło w swoją stronę gdzieś.
On ma dziś przy sobie inną,
ona zasypia obok niego.
Mają plany, mają jutro,
mają coś, co trudno zburzyć przez jedno „dlaczego”.
A jednak czasem, późną nocą,
gdy dom ucichnie, gaśnie dzień,
wraca dotyk, wraca zapach,
wraca wszystko, czego nie wolno chcieć.
I dałby wszystko za tę noc,
za jeden pokój, jeden oddech, jeden krok.
Ona też zamyka oczy,
i układa ich spotkanie w głowie wciąż.
Raz jest hotel gdzieś przy trasie,
raz jej kuchnia, pusty dom,
raz deszcz wali w szyby miasta,
a oni płoną, jakby nie istniał żaden ląd.
Bez pytań, bez obietnic,
bez „co będzie potem z nami”.
Tylko dłonie, tylko usta,
tylko głód, którego nie da się zagłuszyć słowami.
Ale rano wszystko wraca:
czyjeś zdjęcie, czyjś sweter, czyjś głos.
To, co mają, waży więcej
niż ta jedna upragniona noc.
Więc nie piszą.
Nie dzwonią.
Nie mówią nigdy: „chcę cię znów”.
Każde chowa własny ogień
pod spokojem zwykłych słów.
A kiedy zostają sami,
bez świadków, bez światła, bez ról,
ich ciała pamiętają więcej
niż chcieliby przyznać na głos.
I wtedy wraca tamta noc,
której nigdy nie przeżyją naprawdę.
W wyobraźni są bez winy,
bez jutra, bez pytań, bez prawdy.
On widzi ją przy sobie,
ona czuje jego dłonie jak dawniej.
I każde kończy tę historię
samotnie, po cichu, gdzieś na granicy pragnień.
Potem cisza.
Potem wstają.
Wracają do swoich spraw.
Do partnerów, do mieszkań,
do życia, które przecież sami wybrali.
Lecz gdzieś głęboko nadal płonie
to, czego nie zabrał czas.
Jedna noc.
Jedna szansa.
Jeden grzech, którego nie było.
I może właśnie dlatego
tak bardzo boli,
że mogłoby być pięknie.
I że nigdy się nie wydarzyło.
A zene stílusa
dark sensual synth-pop, emotional male vocal, deep bass, atmospheric electronic production, nocturnal club vibe, passionate and nostalgic, cinematic, 120 BPM.