[Verse 1] W warsztacie śmierdzi łojem i taniną Garbarz wciąga odór jak spowiedź Jak dym Ręce po łokcie w farbie W czyjejś historii Co zaschła na desce jak czyjś stary grzech
Patrzy w lustro nad zlewem Pęknięte szkło I nagle go ścina Brak mu tchu Bo w głowie się świeci nie pasek Nie but Tylko czyjeś plecy Czyjś kark Czyjś ruch
[Chorus] Refren róg Niech zawoła mnie Przez ten brud Przez tę skórzaną krew Niech się niesie nad dachami Nad rzekę Po tego chłopa z szerokim barkiem Refren róg Niech wyje jak pies Że to jego chcę Że to jego jest Niech się w skórze odciśnie ten szept Że to jego chcę Jego chcę
[Verse 2] Chłop stoi w kolejce po odbiór Po nic Tak mówi A trzyma w dłoni kwit jak los Śmieje się gardłem chropowatym jak kant stołu I cały warsztat robi się za mały Za gorący
Garbarz udaje Że liczy Że mierzy Że się zna tylko na fasonach i cięciach A oczy uciekają na te ramiona Jakby szukały na kim wyschnąć wreszcie
[Chorus] Refren róg Niech zawoła mnie Przez ten brud Przez tę skórzaną krew Niech się niesie nad dachami Nad rzekę Po tego chłopa z szerokim barkiem Refren róg Niech wyje jak pies Że to jego chcę Że to jego jest Niech się w skórze odciśnie ten szept Że to jego chcę Jego chcę
A zene stílusa
Dark folk-rock ballad, male vocals; gritty fingerpicked acoustic guitar with bowed bass drones, brushed snare and floor tom thumps. Verses stay intimate and close-mic’d, with subtle accordion swells; chorus opens into a rough-hewn gang vocal hook, distortion creeping in on the guitars. Final chorus adds octave-doubled lead and reverb-drenched backing chants for an anthemic, haunted climax.