Kiedyś byłem cieniem własnych snów, gubiłem ślady w swoich słowach. Milczenie krzyczało głośniej niż tłum, a serce spało – wciąż bez domów.
Teraz wstaję, choć drży jeszcze głos, spalam stare wersje siebie. Z popiołów rodzi się coś – co pierwszy raz chce żyć naprawdę. W moich oczach nowe światło drga, nie boję się już siebie znać.
Patrzę w lustro – nie ma w nim wrogów, tylko ktoś, kto uczy się kochać. Nie szukam drogi – jestem nią, każdy krok to nowa wolność.
Teraz wstaję, choć drży jeszcze głos, spalam stare wersje siebie. Z popiołów rodzi się coś – co pierwszy raz chce żyć naprawdę. W moich oczach nowe światło drga, nie boję się już siebie znać.
Nie chcę już wracać tam, gdzie byłem pusty i niemy. Zrozumiałem – świat się zmienia, kiedy w końcu zmieniasz siebie.
Teraz wstaję, już pewny swych słów, rozświetlam cień pod powiekami. Niech płonie to, co dawniej truło mnie, bo dziś naprawdę jestem z wami. W moich oczach nowe światło drga – i ono zna mnie lepiej niż ja.
Niebo bez granic w moich źrenicach, oddech układa nowy rytm. Już nie uciekam przed sobą – bo w końcu wiem, kim chcę być.