Text
W Lewiatanie światła mrugają jak sen,
białasharks na ramieniu, telefon mam w ręku, hen,
oponenci chowają się ze strachu pod półkami,
gaz pieprzowy w dłoni, cichy szept między nami.
Białasharks w nocy, gdzieś pod sklepem blask,
doładowanie telefonu, by złapać ten czas,
czy to prawda, czy fikcja, wszystko gra i trwa,
strach znika w cieniu, gdy muzyka gra.
Ktoś z ukrycia patrzy, chce uciec stąd prędzej,
oponenci chowają się, światło znika w przędzie,
pod półkami kryją się, by nie czuć lęku w sobie,
a ja mam gaz pieprzowy, i telefon — to moje.