[Verse 1] Dzieci zasypiają głodne W pustym talerzu tylko sen Gdzieś daleko złote domy Tysiąc świateł Drogi len Jedni gonią wciąż za znakiem Na koszulkach W sercu mniej Inni buty mają jedne Ale skaczą w deszczu Hej
[Pre-Chorus] Patrzysz w okno W swoje ręce Czy to wszystko ma tu sens Ile jeszcze takich nocy Nim usłyszy ktoś ten szept
[Chorus] Powiedz mi Człowieku drogi Jak to w ogóle dzieje się Że na świecie brak odwagi By nakarmić cudzy lęk Powiedz mi Człowieku drogi Czy naprawdę musi tak być Że się dzielisz tylko sloganem Kiedy można chlebem się dzielić dziś
[Verse 2] Matka znów odlicza grosze W głowie liczy każdy dzień Zamiast bajek są rachunki I cichutki Krótki sen Na bilbordach wielkie słowa O szczęśliwych Prostych snach A pod nimi ktoś przy śmietnikach Szuka resztek tam i tu
[Pre-Chorus] Patrzysz w lustro Widzisz oczy Czy to jeszcze twoja twarz Ile w tobie jest człowieka Ile ceny Ile łask
[Chorus] Powiedz mi Człowieku drogi Jak to w ogóle dzieje się Że na świecie brak odwagi By nakarmić cudzy lęk Powiedz mi Człowieku drogi Czy naprawdę musi tak być Że się dzielisz tylko sloganem Kiedy można chlebem się dzielić dziś
[Bridge] Może jutro przy tym stole Zabraknie znów jednego z nas Może tylko jedno słowo Zmieni czyjś ostatni czas Pomyśl zanim znów przejdziesz obok Głowę schowasz w własny cień Czy nie łatwiej ci będzie zasnąć Gdy podzielisz czyjś zły sen (oho)
[Chorus] Powiedz mi Człowieku drogi Jak to w ogóle dzieje się Że na świecie brak odwagi By nakarmić cudzy lęk Powiedz mi Człowieku drogi Czy naprawdę musi tak być Że się dzielisz tylko sloganem Kiedy można chlebem się dzielić dziś
Phong cách âm nhạc
Polish poetic pop ballad over intimate piano and warm strings, male vocals; verses stay close and conversational, chorus blooms with wider chords and airy pads, subtle beat entering on the first hook and lifting gently on the final repeat, vocal doubles in the refrains for a tender, aching singalong