Wojna o byt znów wybuchła dziś rano. Pod ostrzałem deszczu czekam na baczność na plan inwazji w niedaleką przyszłość. Piszą go dla mnie nie znając słowa litość.
Stanę do nierównej walki z zimnym świtem. Miliony mokrych pocisków straci na mnie życie, chaotyczne naloty bomb kropelkowych odeprę na moją kroplo odporną, ludzką materię.
Czy komuś dziś w niebie byłam niemiła, że gorącą noc rankiem w batalię zmieniła? Wyjdę odważnie z twych ramion schronu, tarcza parasola osłoni odwrót do domu.
Przyjmę na płaszcz serię z deszczowych karabinów, i torpedy kropli lecące za kołnierz z balkonów. Wrogi atak na mą suchość i ciepło, które po drodze ze spokojem oddam. Czy wygram, nie wiem, lecz się nie poddam.