Lời bài hát
(Chorus)
Brud na mieście, czuję go w płucach jak smog,
Ćpuń na rogu znów szuka boga w proch,
Ludzie jak zombie, wlepieni w ekranowy tron,
Świat się kręci, a wolność to dziś fikcyjny ton.
(Verse 1)
Wychodzę na ulicę, asfalt parzy jak grzech,
Widzę typa, co sprzedał duszę, by mieć dech,
W żyłach płynie mu syf, a w oczach pustka,
Kiedyś miał marzenia, dziś tylko igła i lusterka.
Miasto płonie neonami, a w bramach gniją sny,
Każdy z nich coś goni, ale nie wie już co i gdzie.
Z betonu wyrosła patologia jak chwast,
Wszyscy chcą być królem, nikt nie chce znać własnych strat.
(chorus)
Brud na mieście, czuję go w płucach jak smog,
Ćpuń na rogu znów szuka boga w proch,
Ludzie jak zombie, wlepieni w ekranowy tron,
Świat się kręci, a wolność to dziś fikcyjny ton.
(verse 2)
System nas dławi, jak sznur z kłamstw i długu,
Tu każdy niewolnik – tylko innego rodzaju sługus.
Zarabiasz na życie, by przeżyć do piątku,
A weekend to jedyna forma ucieczki od początku.
Matka w autobusie patrzy w dal jak w pustkę,
Dziecko w telefonie, świat zamknięty w chmurze.
Wszędzie fetysz kasy, lajków i pozorów,
A pod tą maską smród gnijących honorów.
(chorus)
Brud na mieście, czuję go w płucach jak smog,
Ćpuń na rogu znów szuka boga w proch,
Ludzie jak zombie, wlepieni w ekranowy tron,
Świat się kręci, a wolność to dziś fikcyjny ton.
(Outro)
Patrz – to nie film, to dokument z życia,
Każdy dzień to bitwa, w której ginie psychika.
Z ulicy do grobu – droga jak w nutach,
A prawda? – tonie gdzieś w miejskich brudach.