lyrics
Bas tłucze w ściany,
miasto płonie pod stopami,
a ty znowu jesteś tam,
choć od lat nie jesteś ze mną.
Masz jej zapach na koszuli,
ja mam jego klucz przy drzwiach,
mamy życie poukładane,
ale noc zna inny plan.
Jedno zdjęcie.
Jeden impuls.
Jedno „co by było, gdyby…”.
I już widzę cię pod światłem,
jak patrzysz dokładnie tak jak wtedy.
Bez słów.
Bez pytań.
Bez hamulców między nami.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Nie pytaj, co będzie rano.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Niech wszystko inne zgaśnie za nami.
Chcę poczuć ten ogień jeszcze raz,
ten sam, którego nie zgasił czas.
Ty też go czujesz, dobrze wiem,
choć nigdy nie powiesz tego mnie.
W klubie dym, czerwone światła,
czyjaś skóra, czyjś obcy dotyk,
a ja tańczę z zamkniętymi oczami
i w każdej sekundzie widzę ciebie.
Wyobrażam sobie hotel,
pokój wysoko nad miastem,
zasłonięte okna,
telefon wyłączony,
żadnych imion,
żadnego jutra.
Tylko ten moment,
którego tak długo nam brakowało.
Twoje spojrzenie mówi więcej
niż tysiąc wiadomości,
których nigdy nie wysłałeś.
Moje ciało pamięta rytm,
którego nie powinno pamiętać.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Niech serce bije za głośno.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Choć wiemy, że to byłoby za dużo.
Bo ty masz ją.
Ja mam jego.
Mamy domy, plany, zdjęcia,
wspólne poranki i cudze dłonie.
Mamy wszystko,
czego nie chcemy zniszczyć.
A jednak kiedy zostajesz sam,
czy też wracam ci pod powieki?
Czy też budujesz w głowie sceny,
których wstydziłbyś się przyznać?
Czy widzisz nas w windzie,
na pustym korytarzu,
w samochodzie pod miastem,
w apartamencie bez nazwisk?
Czy też czasem
zamykasz oczy mocniej,
bo wyobraźnia zrobiła się zbyt prawdziwa?
Ja też.
I nikt o tym nie wie.
Nikt nie wie,
że czasem nocą wracam do ciebie
bardziej niż powinnam.
Że fantazja ma twoją twarz.
Że wystarczyłaby jedna wiadomość,
jedno miejsce,
jedna godzina,
żeby wszystko zaczęło płonąć.
Ale nie piszemy.
Nie dzwonimy.
Nie pytamy.
Bo oboje wiemy,
ile kosztowałaby ta jedna noc.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Tylko w głowie, tylko we śnie.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Tam nikt nam nie powie „nie”.
Niech bas zagłuszy rozsądek,
niech neon spali każdy wstyd.
W marzeniach nie mamy partnerów,
nie mamy winy,
nie mamy nic.
Tylko siebie.
Tak jak kiedyś,
ale mocniej.
Bardziej głodni.
Bardziej świadomi.
Bardziej niebezpieczni.
Bo teraz wiemy,
co możemy stracić.
I właśnie dlatego
chcemy tego bardziej.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Jedną noc bez konsekwencji.
Daj mi tę noc,
tę jedną noc.
Choć istnieje tylko w naszej pamięci.
A rano znowu będziemy grzeczni.
Ty obok niej.
Ja obok niego.
Kawa.
Praca.
Normalne słowa.
I tylko gdzieś pod skórą
zostanie puls tej nocy,
której nigdy nie przeżyliśmy.
Nocy,
za którą oddalibyśmy wszystko.
I której
nigdy sobie nie damy.
音樂風格
mroczny, namiętny numer o zakazanym pragnieniu, bardziej sensualny niż dosłowny — tak, żeby było czuć napięcie, fantazje i to, że oboje żyją już z kimś innym, ale w głowie wracają do siebie.