lyrics
Don Marco wchodzi, pachnie cała sala,
perfum tyle, że Florencja się zapala.
W kontakcie zapach, w aucie zapach, w domu też,
jak nie pachnie, to jest problem, dobrze wiesz.
Auto wypucowane, błysk na masce leży,
do środka bez trzepania butów nikt nie wierzy.
Dywaniki jak relikwie, fotel jak tron,
nakruszysz kabanosem — no to masz sąd.
Moneta w kącie? Może leżeć, ale równo,
według nominału, bo inaczej będzie trudno.
Bałagan go drażni, kurz go prowokuje,
a jak ktoś coś przestawi — Don Marco to czuje.
A on mówi: spokojnie, ja tylko kontroluję,
czy wszystko leży tak, jak ja to czuję.
Bo w życiu musi być klasa, zapach i porządek,
i BMW gotowe na szybki początek.
Don Marco, Don Marco, pięć dyszek na liczniku,
BMW pod domem, zapachy w kontakcie, mój byku.
Jebać biedę, pełna klasa, rodzina zawsze pierwsza,
Furioza swoich nie zostawia — to jest nasza wersja.
[CHÓREK — powtarzany, kilka osób]
Don Marco!
Famiglia!
Don Marco!
Italia!
Don Marco!
Sto lat!
Don Marco!
Jedziesz brat!
Ola i Marco — duet doskonały,
dwadzieścia cztery na siedem razem podbijają świat cały.
Razem praca, razem dom, razem kawa, razem plany,
jak włoska mafia, tylko bardziej zakochani.
On jest Don, ale każdy dobrze wie,
że Ola umie ogarnąć cały ten rejs.
Jak Marco daje gaz, ona mówi: spokojnie,
a on już w głowie wyprzedza wszystkich podwójnie.
W Lastra a Signa klimat, espresso i sprawy,
ciuchy, handel, rodzina, włoskie zabawy.
Ale zanim romantycznie zapłonie kolacja,
najpierw odkurzacz, potem celebracja.
Don Marco, Don Marco, pięć dyszek na liczniku,
BMW pod domem, zapachy w kontakcie, mój byku.
Jebać biedę, pełna klasa, rodzina zawsze pierwsza,
Furioza swoich nie zostawia — to jest nasza wersja.
[CHÓREK]
Don Marco!
Famiglia!
Don Marco!
Italia!
Don Marco!
Sto lat!
Don Marco!
Jedziesz brat!
Babcia Iwona herbatę paruje,
nadopiekuńczość w genach, wszystkich kontroluje.
Zjadłeś? Ubrałeś? Weź jeszcze kanapeczkę,
a potem piąta herbata i robi następną rzeczkę.
Jak Marco z Olą do Polski wpada,
pomidorówka czeka, bo to święta zasada.
Kapusta z grochem, zawijasy, mielone,
po takim obiedzie BMW jedzie przeciążone.
Roman z budowy, człowiek planu i czynu,
stawia fundamenty dla rodzinnego teamu.
Dla Marco i Oli domy ogarnia,
bo jak rodzina chce dom, to rodzina go stawia.
Monika z Jackiem, włoski handel, ciuchy, styl,
jak przyjeżdżają, to zaczyna się film.
Don Marco patrzy, Jacek torbę niesie,
i pada tekst, co każdy zna w interesie:
Co mi przywiozłeś od serca? — pyta z powagą,
Jacek już wie, że nie przejdzie samą odwagą.
Co ci miałem przywieźć? — pyta, lekko spięty,
No coś fajnego! — Marco uśmiechnięty.
Maltanki muszą być, bo serce tego żąda,
bez Maltanek Don Marco krzywo na świat spogląda.
Rodzina rodziną, miłość jest bez granic,
ale jak są Maltanki, to już jest dolce vita dla nich.