lyrics
Benek, Benek, cień własnych dni,
zamiast marzeń – puste sny.
Chciał być królem, wyszedł błazen,
życie wali go po łbie razem.
Miał planów sto, lecz zgasły w mig,
jak świeczka na wietrze – tak kończył swój trik.
Chciał być orłem, a raczej kurą,
wiecznie się plącze pod własną górą.
Depresja wita go co dzień rano,
patrzy w lustro i mówi „przegrano”.
Świat mu ucieka, a on wciąż śpi,
własnych wymówek ma cały stos w kieszeni.
Benek, Benek, cień własnych dni,
zamiast marzeń – puste sny.
Chciał być królem, wyszedł błazen,
życie wali go po łbie razem.
Gdy inni lecą – on pełza w piachu,
szuka sukcesu, lecz tonie w strachu.
Benek – legenda wiecznych porażek,
żyje jak mem, choć marzył o marce.
Więc śpiewajmy dziś o Benku chór,
co stoi w miejscu, choć mógłby w gór.
Nieudacznik w wersji deluxe,
jego życie – wieczny flux.