lyrics
Bochen, stary, kto ci wbił do łba, że jesteś kimś?
Bo z tego, co widzę, to jedyny talent, jaki masz, to pierdolenie bez sensu i zajmowanie miejsca, które mogłoby zająć coś wartościowego.
Twoje gadki są jak rozkapryszony gówno-pies — szczekasz dużo, ale nikt cię nie bierze na poważnie.
Masz mózg wielkości orzecha, a ego rozdmuchane jak balon na dziecięcym przyjęciu.
Myślisz, że jesteś królem, a tak naprawdę jesteś tylko śmiesznym błaznem bez korony.
Twoje pomysły to kupa gówna, którą próbujesz sprzedać jako złoto.
Zawsze tam, gdzie coś się dzieje, ty musisz być jak ten jebany muchozol, co tylko przeszkadza i nikt go nie chce.
Każdy twój ruch to jak skok kaczki — nieporadny, nieprzemyślany i jebany bez sensu.
Nie masz nawet połowy jaj, żeby stanąć twarzą w twarz z kimś, kto ci pokaże, gdzie jest twoje miejsce.
Bochen, jesteś jak stary, zgniły chleb — nikt cię nie chce, a jak już zostaniesz, to wszyscy się odwracają z obrzydzeniem.
Twoje słowa to pusty bełkot, a twoje czyny to żałosne próby bycia kimś, kim nigdy nie będziesz.
Może w końcu przestań udawać, że masz coś do powiedzenia, bo nikt nie czeka na twoje pierdolone wynurzenia.
Twoje życie to jedna wielka pomyłka, a my wszyscy tylko czekamy, aż w końcu znikniesz z pola widzenia.
Więc słuchaj, Bochen, zbierz się w końcu i ogarnij, bo z twoim poziomem to jesteś skazany na bycie wiecznym cieniem, który nikomu nie przeszkadza i nikomu nie imponuje.
Lepiej zniknij, zanim ktoś zrobi to za ciebie.
Bo wiesz co? Nikt tu nie potrzebuje twojego gówna, a już na pewno nie ja.