เนื้อเพลง
Czasem miłość nie potrzebuje wielkich słów…
Wystarczy plecak, uśmiech i „do jutra”.
On ściąga kurtkę, ona czeka chwilę,
Bo razem jest łatwiej – nawet gdy spóźnią się minutę.
Nie mają planów na lata, nie znają ciężkich dat,
A wiedzą, że obok jest ktoś, kto rozumie ich świat.
Dwa małe serca, dwa różne sny,
A między nimi coś, czego nie uczą w żadnej z ksiąg.
To nie są obietnice, to nie są słowa na wiatr,
To zwykłe „chodź”, „dasz radę”, „jestem tu – patrz”.
Patrzę na nich i milknę,
Bo ta miłość nie potrzebuje definicji.
Marcel i Julka – prosta historia,
Dwa uśmiechy, które rozjaśniają codzienność.
Przytulenie na koniec dnia,
Jakby mówili: „Do jutra, świat może poczekać”.
Nie wiedzą, że uczą dorosłych, jak kochać bez strachu,
Jak być obok – bez warunków, bez planów, bez hałasu.
Gdy jedno ma gorszy dzień, drugie to widzi od razu,
Bez pytań, bez rad – wystarczy cisza i ramiona.
Nie mówią „na zawsze”, nie znają wielkich słów,
A ich gesty ważą więcej niż niejedna dorosła rozmowa znów.
Śmiech na przerwie, sekret szeptany w biegu,
Rysunek w zeszycie, serce na jednej kartce.
To nie bajka, to chwila, co trwa tu i teraz,
I właśnie dlatego jest taka prawdziwa i szczera.
Czasem miłość to po prostu obecność,
I świat robi się lżejszy – choć na moment.
Marcel i Julka – dwa małe światy,
Które spotkały się dokładnie w punkt.
Przytulenie na pożegnanie,
Jak znak, że jutro znów będzie „my”.
Patrzę na nich i uczę się od nowa,
Że miłość to troska, nie wielkie słowa.
Niech ta chwila trwa, ile chce,
Bez etykiet, bez pytań „co dalej?”.
Bo to, co teraz, jest wystarczające,
Czyste jak śmiech, jasne jak poranek.
Moje dwa słodziaki, najprostszy cud,
Miłość, która nie zna ciężaru dorosłych dróg.
Marcel i Julka – niewinny znak,
Że świat wciąż potrafi być dobry, tak po prostu… tak.
I jeśli ktoś zapyta, czym jest prawda w uczuciach –
Wskażę na nich. Bez jednego słowa.