Text
Nie każdy bohater nosi pelerynę…
Niektórzy noszą imię Bożenka.
Były momenty, gdy stałem nad krawędzią,
Gdy jeden zły krok mógł zmienić wszystko w ciemność.
Świat krzyczał głośno, a ja byłem młody i głupi,
Myślałem, że siła to bunt i brak skrupułów.
A Ty stałaś obok — nie z krzykiem, lecz spokojem,
Twoje „pomyśl” brzmiało mocniej niż całe to moje „ja wiem”.
Gdybym nie miał Twojego głosu w głowie,
Może dziś nie byłbym tu — tylko gdzieś… w połowie drogi.
Nie ratowałaś mnie siłą,
Ratowałaś mnie sercem i cierpliwością.
Mamo Bożenko, to dzięki Tobie stoję,
Gdy świat mnie zginał, Ty byłaś moim spokojem.
Twoje wsparcie było jak światło w mgle,
Nie pchało — ale pokazywało kierunek.
Jeśli dziś jestem kimś, kim mogę być dumny,
To dlatego, że kiedyś Ty wierzyłaś, gdy ja nie umiałem.
Pamiętam Twoje spojrzenie — nie ocenę, a troskę,
W nim było więcej siły niż w tysiącu ostrych słów.
Nie musiałaś mówić wiele, wystarczył gest,
Herbata postawiona cicho, gdy świat walił się w deszcz.
Byłem uparty, czasem ślepy na konsekwencje,
A Ty wiedziałaś, że dorosłość przyjdzie z czasem i lekcją.
Dziś rozumiem więcej niż wtedy chciałem,
Twoja miłość była tarczą, choć nie zawsze to widziałem.
Nie każdy ma w życiu taką przystań,
Ja miałem. I mam.
Mamo Bożeno, bez Ciebie różnie bywało,
Może za szybko, może za daleko bym poszedł.
Twoje słowa były jak kotwica w sztormie,
Trzymały mnie, gdy dryfowałem bez formy.
Nie krzyczałaś „bądź kimś”, mówiłaś „bądź dobry”,
I to zdanie zostało we mnie na zawsze.
Jeśli kiedyś zabrakło mi odwagi,
Ty miałaś ją za mnie.
Jeśli świat mówił „nie dasz rady”,
Ty mówiłaś „spróbuj jeszcze raz”.
Mamo Bożenko… dziś mówię to głośno,
Dziękuję za każdy wieczór, za każdy troski most.
Za wiarę, której nie zgubiłaś nawet wtedy,
Gdy ja gubiłem siebie.
Jeśli mam dziś coś czystego w sercu,
To rośnie z miejsca, które kiedyś podlewałaś Ty.