Text
Urlop, lato, kanikuły, co robić mój Boże?
Padło hasło, że w tym roku jedziemy nad morze
Był już człowiek w Nowym Jorku, Pekinie, Madrycie
Bo nie znając swego przecież, cudze wciąż chwalicie
Zagranica to drożyzna, strach, na co to komu?
Jedź człowieku do Dźwirzyna, będziesz miał jak w domu
Po co to się tułać ciągle, błądzić, ryzykować?
Gdy w Macierzy też się można wcale wywczasować
Przecież mamy plaże, piasek, Bałtyk pełen piany
Terytorium Suwerena znaczą parawany
Więc po multikulti ruszaj do Juraty
Idź na plażę i oglądaj kolorowe szmaty
Po co Ci do Marrakeszu błądzić po medynie?
Przyjrzyj się tej z parawanów polskiej pelerynie!
Tęsknocie do tego, co nigdy nie wróci
- Niech mi Panie tylko który parawan przewróci!
Na co mie podróże, przygody z Chynamy?
Na deptaku też mi dadzo ryżu z warzywamy
Albo wyspy jakieś dziwne: Rodos czy tam Kreta
Czy Pan myśli, że ja nie wiem co to jest ser feta?
Po co Panie mam przepłacać za jakieś tam Chile?
Kiedy w Pucku i Chałupach spędzam miłe chwile
A z tematem obcych w Polsce, to sprawa jest taka
Jeśli mam już dostać bombę, wolę od Polaka
Co kogo obchodzi życie na Korsyce?
My tu w siedem rodzin w agroturystyce
Wszyscy pięknie siedzim przy ogromnym stole
Mamy karkóweczkę, grilla i holzkohle
Wieczorem piwerko, kolacja nad wodą
Namiot z cymbergajem i kobieta z brodą
Tatuaże z henny, gofry, rurki z kremem
Oranżada, kebab, naleśniki z dżemem
To dopiero jest tygiel rodzimej kultury
Smalec, schab, kiełbasa, masło, konfitury
Wszystko elegancko wymieszane w wiadrze
Buduje Rodaków prawdziwe zanadrze