Текст песни
Zwrotka 1 Wstaję rano, pierwsza myśl – czy status się zmienił? Odświeżam stronę, system znowu się leni. "W toku" – te słowa śnią mi się po nocach, Paszport już stary, traci ważność w mych oczach. Pieczątka w paszporcie to jedyna tarcza, Lecz czekanie na listonosza już mi nie wystarcza. Infolinia zajęta, numer pięćset w kolejce, Urząd Wojewódzki trzyma mnie w swojej udręce.
Refren Karto Pobytu! Mój różowy śnie! Czekałem na Ciebie w deszczu i we mgle. Decyzja pozytywna, przyszedł SMS, Koniec tej biurokracji, kończy się ten stres! Już nie turysta, lecz rezydent stały, Dziś w urzędzie fanfary dla mnie zagrały!
Zwrotka 2 Sala 17, cudowny boks. Tu rządzi gardło urzędnika – surowe i gwałtowne. Stoisz pod ścianą, w uszach szumi ci krew, Czekasz na sygnał, na ten jeden krótki zew. W powietrzu unosi się kurz i szept w obcych językach, Nadzieja, jak cienka nitka, rwie się i znika. Nagle skrzypią drzwi – te jedne, na które wszyscy patrzą, Wychodzi człowiek z listą, co dla nas tak wiele znaczy. Wszyscy milkną w sekundę, atmosfera jest gęsta. Urzędnik krzyczy litery, tnie ciszę jak nóż! Dla jednych to wolność, dla innych to kurz. A! B! W! – niesie się po ścianach, Ktoś się przeciska, ktoś pada na kolana. K! H! E! – gardło zdziera się w tłumie, Tu tylko ten alfabet każdy dziś rozumie. M! F! – ostatni krzyk w tym rzędzie, Bierz co twoje i uciekaj, bo zaraz nas nie będzie! „Lista K!” – krzyczy pan, ledwo go słychać przez gwar, Ludzie napierają, czujesz ten biurokratyczny żar. „Kto z listy A? Podchodzić, nie stać!” – komenda jak w wojsku.
Refren Urzędnik woła litery, rzuca je prosto w tłum, A one płyną jak echo, przez ludzki, lękliwy szum. A, B i W – jak pierwsze kroki dziecka, Zapisane na kartkach, by przyszłość była bezpieczna. K, H oraz E – jak oddech brany głęboko, Gdy w końcu pozwalasz marzeniom wzbić się wysoko. M oraz F – na końcu, cicho, jak kropka, To opowieść o każdym, kogo urząd ten spotkał.
Bridge Już niestraszna kontrola, ani Straż Graniczna, Moja sytuacja jest wreszcie publiczna. Na trzy lata spokój (albo chociaż na rok), Mogę legalnie pracować, zrobić kolejny krok. Wolność ma wymiar osiem na pięć centymetrów, Ważniejsza niż złoto, warta kilometrów! Marszałkowska trzy przez pięć – beton i szkło, Przeszedłeś przez to piekło, by odebrać to. Mały kawałek plastiku, różowy i chłodny, Dziś jesteś go warty, dziś jesteś go godny. Bez fanfar, bez braw, w kolejce po numer, Warszawa cię przeżuła, taki tu jest numer.
Zwrotka 3 Znowu poniedziałek, loguję się na Inpol, Serwer mieli dane, w tle leci jakiś dżingiel. Ile to już miesięcy? Rok, czy może dwa? Warszawa mnie testuje, czy wciąż siłę mam. Znam na pamięć ten adres: Marszałkowska trzy przez pięć, Gdzie nadzieja umiera, albo rodzi się chęć. Status "Decyzja" świeci w końcu na zielono, Koniec dosyłania papierów, teczkę mam spełnioną!
Refren Odbieram plastik w cieniu Pałacu Kultury, Już nie muszę się bać urzędowej procedury! Mazowiecki Wojewoda przybił wreszcie pieczęć swą, Warszawa oficjalnie jest teraz moim tłe