Nie w długim czasie po swoim pogrzebie, Nasza Jolenta przybyła w potrzebie Gnieźnieńskiej ksieni. Ta, tak chorowała Ciężką maligną, że się konać zdała. Przecie wołała Jolenty westchnieniem Ratuj mię nędzną: Tu wnet swym promieniem Światłość uderzy po ubogiej celi, Zdumiewali się, co ten cud widzieli. Aż się Jolenta z biskupem krakowskim Po tym pokaże, z domu Szczepanowskim, Ciesząc schorzałą, a w tym ksieni zdrowie Uczuła w sobie. Któż Boskie wypowie Dobroczynności, które przez zasługi Jego Jolenty, świat bierze wczas długi?