tekst piosenki
Poranek, budzik – jeszcze nocne cienie,
Spojrzałem za okno – ciemność jak marzenie.
Łyk czarnej kawy, Nikon w mojej dłoni,
Wyruszam w teren, cisza mnie dogoni.
Giżycko, Kruklanki, Sztynort przed oczami,
Mgła wisi nisko, słońce śpi za chmurami.
Pogoda kapryśna, deszcz kapie z gałęzi,
Ale w moim kadrze – piękno się nie męczy.
Spotykam łabędzie, łyski, dudki w krzakach,
W oddali sarny, daniele w migawkach.
Nie wszystko da się złapać, nie każdy moment złoty,
Ale w tej chwili – nie potrzebuję cnoty.
To mój poranny spokój, wyciszenie w ciszy,
W lesie, gdzie nikt z was nie słyszy.
Przedzieram się przez pola, łąki, bez hałasu,
W tym świecie natury odnajduję swój azyl.
Inny niż wasz dzień, inny niż wasz rytm,
Ja łapię światło, które znika w mgnieniu dni.
Tu nie ma zgiełku miasta, stresu i zegarka,
Tu każdy szelest to symfonia z parka.
Głęboki oddech, aparat już gotowy,
Szumią drzewa – jakby mówiły: “bądź zdrowy”.
Wchodzę w knieje, stąpam cicho jak cień,
Każdy kadr to mój zen, mój nowy dzień.
Światło niepewne, ale dusza spokojna,
Ta pasja mnie leczy – to prawda nie wojna.
Nie kręcą mnie lajki, ani flesze w klubie,
Ja mam swój moment – gdzieś przy rzece .
Prawda jest prosta, życie płynie wolniej,
Gdy słyszysz śpiew dudka – czujesz się dostojniej.
To mój poranny spokój, wyciszenie w ciszy,
W lesie, gdzie nikt z was nie słyszy.
Przedzieram się przez pola, łąki, bez hałasu,
W tym świecie natury odnajduję swój azyl.
Inny niż wasz dzień, inny niż wasz rytm,
Ja łapię światło, które znika w mgnieniu dni.
Jeszcze ciemno, jeszcze cisza,
Ale już mnie ciągnie w przestrzeń bliższą...
Tam, gdzie nie potrzeba słów,
Tylko ja, Nikon... i lasów duch.