Lyrics
[Intro – cichy fortepian, płacząca gitara]
Panie Boże...
Mówią, że kochasz nas wszystkich jednakowo.
Więc powiedz mi...
Dlaczego jedni dostają całe życie,
a innym odbierasz nawet prawo do szczęścia?
[Zwrotka 1 – zachrypnięty, łamiący się głos]
Piąty raz wraca ze szpitala z pustym brzuchem,
piąty raz słyszy: „Przykro nam, serce przestało bić”.
W szafie czekają maleńkie różowe buciki,
a ona klęczy i błaga: „Boże, pozwól mi choć raz matką być!”
A kilka ulic dalej młoda dziewczyna znów zalicza wpadkę,
kolejny niechciany problem, kolejny raz nie chce być matką.
Idzie na skrobankę, wraca, zapala papierosa,
jakby się wysrała i spuściła wodę w toalecie.
Jedna oddałaby życie za jeden dziecięcy oddech,
druga nawet nie chce słyszeć o dziecku.
A Ty, Boże, patrzysz na obie z tego samego nieba.
Powiedz, dlaczego jednym dajesz wszystko, a innym nic?!
[Refren – bolesny śpiew, gitara odpowiada wokaliście]
Czy jesteśmy dziećmi gorszego Boga?
Czy nasze łzy nie docierają do Twoich bram?
Dlaczego milczysz, gdy matka zakopuje dziecko?
Dlaczego odbierasz życie tym, co mieli jeszcze tyle lat?
Panie Boże, ja się z Tobą nie zgadzam!
Nie mów mi, że tak właśnie miało być!
Bo jaki sens ma mała trumna w ramionach ojca?!
Jaki sens ma serce, które nie ma już dla kogo bić?!
[Zwrotka 2 – powolny, mroczny blues]
Mały chłopiec siedzi pod drzwiami, czeka na mamę,
jest głodny, lecz bardziej od chleba potrzebuje jej rąk.
Ona wraca pijana, wściekła, z kolejnym facetem,
a on biegnie do niej, bo przecież kocha ją.
„Mamusiu, przytulisz mnie? Bałem się sam zasypiać”.
„Zamknij mordę, gówniarzu!” — słyszy zamiast dobranoc.
Małe rączki zasłaniają twarz przed kolejnym ciosem,
a ostatnie słowo, jakie wypowiada, to ciche: „Mamo...”
Nazajutrz pod domem płoną znicze,
ktoś przynosi misia, ktoś ociera łzy.
A ja pytam Ciebie, Boże, gdzie wtedy byłeś?!
Dlaczego nie obroniłeś dziecka, które błagało, żeby żyć?!
[Zwrotka 3 – gitara płacze, głos się łamie]
Miał dwadzieścia lat, gdy pochował własną matkę,
trzymał jej zimną dłoń, błagał: „Mamo, nie odchodź”.
Potem spotkał dziewczynę, która posklejała mu serce,
a gdy zaszła w ciążę, znów nauczył się żyć.
Malował mały pokój, kupował różowe buciki,
co wieczór całował jej brzuch i szeptał: „Kocham was”.
Pewnego dnia zadzwonił telefon. Wypadek.
Nie przeżyła ani ona, ani córeczka, którą nosiła.
Dziś siedzi na cmentarzu między trzema grobami,
choć jeden jest tak maleńki, że nie powinno go tam być.
Krzyczy w niebo: „Boże, co ja Ci, kurwa, zrobiłem?!
Najpierw zabrałeś mi matkę, potem cały mój świat!
Po co dałeś mi szczęście, żeby zaraz je odebrać?!
Po co dałeś mi dziecko, którego nigdy nie przytulę?!
Nie chcę Twojego nieba! Ja chciałem z nimi żyć!
Chciałem usłyszeć «tato», a nie patrzeć na ich grób!”
[Refren – rozpaczliwy, mocny blues]
Czy jesteśmy dziećmi gorszego Boga?
Czy jednych kochasz bardziej, a drugich zostawiasz na dnie?
Dlaczego jedni mają wszystko, choć o nic nie proszą,
a inni błagają o życie i dostają tylko śmierć?!
Nie godzę się, Boże! Słyszysz?! Nie godzę się!
Nie nazwę Twoją wolą cierpienia niewinnych dzieci!
Nie powiem „amen” nad trumną młodej dziewczyny!
Nie podziękuję Ci za ból, który rozrywa serce!
[Zwrotka 4 – samotny fortepian]
Gdzieś ziemia pęka, domy walą się jak zapałki,
spod gruzów wyciągają dziewczynkę z misiem w dłoni.
Matka krzyczy: „Obudź się! Mama już jest, kochanie!”,
lecz małe usta milczą, a jej świat właśnie się skończył.
Gdzie indziej powódź porywa ojcu syna z ramion,
jeszcze przed chwilą obiecywał: „Tatuś cię uratuje”.
Teraz stoi w błocie i przeklina całe niebo,
bo puścił małą rączkę i już nigdy jej nie odnajdzie.
A jedni rodzą się w pałacach, mają wszystko bez wysiłku,
zdrowie, pieniądze, miłość, sukces za sukcesem.
Drudzy całe życie walczą o odrobinę szczęścia,
a kiedy próbują wstać, los znów rzuca ich na kolana.
Boże, dlaczego patrzysz na to wszystko?!
Dlaczego jedni mają raj, a drudzy piekło na ziemi?!
Czy moje łzy są mniej warte od cudzych uśmiechów?!
Czy naprawdę muszę stracić wszystko, żebyś mnie usłyszał?!
[Finał – narastająca gitara, krzyk rozpaczy]
Nie mów mi, że cierpienie uszlachetnia!
Nie mów, że każdy dostaje krzyż, który potrafi unieść!
Bo widziałem matki, które umarły za życia,
gdy własnymi rękami żegnały swoje dzieci!
Nie chcę słyszeć, że potrzebujesz kolejnego anioła!
Żadna matka nie chce aniołka w niebie!
Ona chce swojego dziecka tutaj, w swoich ramionach!
Chce usłyszeć jego śmiech, a nie dzwony na pogrzebie!
Boże, jeśli jesteś wszechmocny, mogłeś ich uratować!
Jeśli wszystko widzisz, widziałeś, jak błagali!
Jeśli słyszysz modlitwy, słyszałeś krzyk tamtej matki!
Więc nie każ mi wierzyć, że ich śmierć była potrzebna!
[Outro – głos pęka, zostaje tylko gitara]
A jeśli kiedyś stanę przed Tobą, Boże,
nie zapytam o niebo, nie zapytam o raj.
Spojrzę Ci w oczy i zapytam tylko:
Dlaczego zabrałeś mi tych, których kochałem?
Dlaczego pozwoliłeś niewinnym umierać?
Dlaczego milczałeś, kiedy błagaliśmy o pomoc?
Ja nie chciałem bogactwa, Boże...
Nie chciał