[Verse 1] To ostatnia niedziela Kubki po kawie wciąż ciepłe Milczysz i kręcisz w palcach Klucz od naszego mieszkania
To ostatnia niedziela Tramwaj za oknem wciąż dzwoni Mówisz Że jakoś to będzie A ja już wiem Że nie będzie
[Chorus] To ostatnia niedziela razem Nie odkładaj już słów na później Powiedz prawdę Choć trochę boli Niech zaboli mnie do końca
To ostatnia niedziela razem Więc oprzyj się jeszcze na chwile Daj mi ramion ciężar pożycz Zanim każdy pójdzie w swoją dal
[Verse 2] Twoja koszula na krześle Śmiech w ścianach cicho dogasa W lodówce światło się świeci Jakby nie wiedziało Że gasisz nas
Pada pytanie w powietrze: "kiedy to wszystko pękło?" Liczę okruszki na stole Zamiast odpowiedzieć wprost
[Chorus] To ostatnia niedziela razem Nie odkładaj już słów na później Powiedz prawdę Choć trochę boli Niech zaboli mnie do końca
To ostatnia niedziela razem Spośród tylu zwykłych niedziel Zapamiętam tę jak krzyk Który ucichł Zanim spadł
Style of Music
Modern Polish torch song; sparse piano and upright bass under a single, aching female vocal. Verses stay intimate and close-miked, with subtle brushes and distant room reverb; chorus widens with soft string pads and stacked harmonies that bloom then quickly fall away. Gentle tempo rubato and dynamic swells push the emotion forward, ending on a quiet, unresolved chord.