歌詞
Raz, dwa, trzy, cztery
Moje serce jest z drewna, trochę krzywe i stare
Ma sęki i szpary, przeżyło już karę
Ty wzięłaś je w ręce, jak skarb, jak gitarę
I grasz na nim piosnki, co leczą mą wiarę
O, miłości ty moja, jak dziki ten bez
Zakwitłaś mi w duszy, aż po krańce łez
Tańczymy na łące, gdzie nikt nie wie gdzie jest
I śmiejesz się głośno, to najpiękniejszy gest
Twój uśmiech jak słońce, co topi me lody
Przegania demony i wszystkie przeszkody
Zbieramy jagody, słuchamy przyrody
I pijemy wino dla lepszej pogody
O, miłości ty moja, jak dziki ten bez
Zakwitłaś mi w duszy, aż po krańce łez
Tańczymy na łące, gdzie nikt nie wie gdzie jest
I śmiejesz się głośno, to najpiękniejszy gest
Niech mówią, że z nas dziwaki, że świat nasz jest mały
Że nasze marzenia dawno się zepsuły
My mamy swój kosmos, swoje ideały
I w starym szałasie będziemy się tulili
Serce z drewna już bije, jak dzwon w starym kościele
Bo jesteś mym cudem, w każdy dzień i niedzielę