歌詞
[Verse]
Wielki sztywniak w mieście, zbijam kasę i jest niezła pasa,
Pieniądz w ręce, lecz pefrony chcą mnie zgasić niczym gas.
Biją w dzwony, ich spojrzenia chłodne, świta nocna masa,
Przetrwać bitwę trzeba, mimo blichtru, blasków i kolorasa.
[Verse 2]
Matka mówi, że znów na ulicy krzyki i łotry,
Nie chce wpuścić mnie do domu, zamknięte drzwi, progi ostre.
Każdej nocy rozmyślam, jak w młodości byłem monstry,
Krzycząc "Czesiek ty chuju!", teraz życie grą, taniec ostrej.
[Chorus]
Wielki sztywniak walczy, z pefronami każdy wieczór strzał,
Zamknięte drzwi przed nosem, matka krzyczy mi: "Powolniak z ciapą".
Mimo złota na szyi, z pieniędzmi w dłoni, wciąż ten sam kram,
W życiu wyzwań mnóstwo, ale lecę dalej, jak każdy sztywniak sam.
[Verse 3]
Pamiętam te noce, gdy krzyczałem, że Czesiek to chuj,
Teraz nocą na ulicy, wielki sztywniak, ten sam gnój.
Każdy dzień to bitwa, z kłopotami wciąż mam brudny strój,
Ale nie poddaję się, chociaż życie trzyma w garści ciosów młotów.
[Bridge]
Zamykam oczy, słyszę krzyki, wciąż to echo dzieciństwa,
Matka mówi, że to walka, ja pytam, gdzie jest miłość od wnętrza.
Pełno złota, lecz serce wciąż lata w przestworzach jak perła cicho lśniąca,
Twardym sztywniakiem jestem, lecz wewnątrz wciąż ta sama postać.
[Verse 4]
Pieniądz przych