Testi
Miłosz, ty ulana kulo tłuszczu,
co żyje na krzywy buch jak pasożyt na balkonie,
z tym swoim „ej ziomuś daj buch, ostatni, przysięgam”…
stary, ty nawet nie masz płuc, tylko dwa woreczki foliowe po Biedronce.
Na chacie ma dwa miśki – jednego pluszowego,
a drugiego to jego stary, ale ten też mu wpierdol spuszcza,
więc Miłosz musi sobie odbić i bije pluszaka,
bo to jedyny przeciwnik, który się nie śmieje jak go widzi.
Ale najlepsze jest to, że
całuje się z bratem jakby trenowali przed ślubem,
jakby to był jakiś pojebany odcinek „Rodzina XXL – wersja Alabama”.
Sąsiedzi patrzą przez okno i robią znak krzyża,
bo nie wiedzą czy to patologiczne love story czy rozpacz.
A siłownia? HAH, proszę cię…
Jak Miłosz wchodzi na siłkę to nawet maszyny się blokują,
bo nie chcą, żeby je dotykał ten kluskowaty mutant.
Najwięcej co wyciska to guzik w windzie.
Na ławce płaskiej wygląda jakby próbował oddychać przez śledzionę,
robi jedną serię i sapie bardziej niż pies na upale,
a potem idzie do szatni i mówi wszystkim,
że „robi dzisiaj regenerację”.
Masa? On ma.
Ale nie mięśniowa, tylko taka
co powstaje jak człowiek żyje chipsami i prosi o buch jak nędzarz.
Cały ulany jakby ktoś go wytapiał w piekarniku i zapomniał wyjąć.
A ego?
Większe niż jego cycki, które wiszą jakby miały osobne pesel’e.
Miłosz mówi, że jest „silny psychicznie”,
a płacze jak mu ktoś z końca kolejki nie chce dać bucha.
Jego życie to RPG,
ale build ustawiony na 0 siły, 0 honoru, 100 w kazirodztwo.