Testi
Dawid Wajsman krzyczy z radości
Iza Marcela macie być w gotowości
Ruchy ruchy bo tynk zastyga
Marcela kurwa karton - tyś je dziadyga.
szósta rano zbiórka wojskowa
"Dawid, ale Marcela jedzie do Bąkowa'
Spokojnie poczekam, nie ma jeżdżenia,
Wesołej Matki Zielnej - Dawida życzenia,
Dobra do roboty bo zaraz zacznie padać,
I nie macie mnie nawet o co błagać,
nie ma litości trzeba zapierdalać,
ja swoich pracowników nie mam czasu doszkalać,
powiem co robić ale tylko raz,
a jak nie to zaraz tam zejde do was,
Iza trzyma karton, Dawid maluje,
a jak coś nie wyjdzie to lecą same chuje,
Dawid nerwowy chodź wszystko idzie gładko,
Nikt nie powiedział że będzie tu tak łatwo.
Dobra koniec tego gadania,
Dawid woła matke - poprosze raz kawa,
I cygaret pauza też sie przyda,
Ściana pomalowana - a karton do żyda,
łyk kawy wiemy o co chodzi
stary teraz siedzi, robić mają młodzi,
hop na rusztowanie tak jakby samobójca,
stoi, maluje a tu gołąb ojca,
siada na belke i patrzy jak sie robi,
Dawid mówi "co tak patrzysz, tak sie nie zarobi".
jebać jebać żeby z biedy sie wygrzebać,
Dawida powiedzenie - musiał dojebać.
Nie ma lipy - praca idzie dalej,
Iza karton bardziej do prawej,
Dobra dobra teraz mocno trzymaj,
Iza mówiłem nie rusz, sie wstrzymaj.
Ja tak z wami nie skończe tej roboty,
prędzej z wami sie nabawie biedoty,
Rewir sie kończy, na kopalnie czas wracać,
trzeba to skończyć nie ma co gadać.
Czas na obiad ciekawe co to będzie,
kotlet, sałatka i ziemniaki w rzędzie.
Szybka szama i do roboty powrót,
Dawid przed domem robi szybki obchód,
Iza Marcela gdzie wy jesteście?
Iza śpi a Marcela na podeście.
Matka szybko sprząta bo trzeba do kościoła,
Panda idzie w ruch, cała wesoła,
Alleluja Alleluja i do przodu,
Panda zapierdala, grzeje sie od spodu,
Msza skończona, teraz zakupy,
Masło chleb i jazda do chałupy.
Dziś sobota więc wolne od dzieciaka, tam na szefa nie trafiła na biedaka.
Raz pieniądze przynosi a raz buty, z pudełkiem w Pandzie jedzie na skróty.
Iza przymierz one będą Twoje,
takie eleganckie? Ja tak sie nie stroje.
To babcine buty, ubierz sama,
Na Londzinie wstyd, jak stara dama.
Teresa wkurwiona bo Iza nie chce butów, odda albo poczekają na wnuków.
Niby emerytura ale kolej w sercu, matka w oknie stoi jak na dworcu.
Pilnuje pociągów jak Marcela w robocie,
Stawia semafor a pociąg na przelocie.
Z papierosem w oknie stoi Teresa, o jedzie auto, widzi mercedesa.
A nie to sąsiad przyjechał z kościoła, on parkuje a matka sie chowa.
Pytasz czemu ? Tego nikt nie wie.
Biegnie i gasi papierosa w zlewie.
Rosół na gazie, na obiad woła dzieci,
jeszcze pranie i wynieść trzeba śmieci.
Jedna i druga robota zaczęta,
nie ma czasu na nic bo jest zajęta.
Nagle pomysł w głowie sie rodzi,
musze do Chybia wiadomo o co chodzi.
Jedzie do Bożenki, kawka sie gotuje, jade jade bo czas kosztuje.
Teresa w pande i pojechała, Marcela i Iza ze sprzątaniem została.
Tak sie toczy u Wajsmanów dzień, dzień jak codzień weź to doceń.