Paroles
Latami mnie niszczyłaś — dzień w dzień, bez powodu
Z uśmiechem na twarzy, a w środku brak było cokolwiek z domu
Obietnice jak śmieci — rzucałaś je w kąt
A ja zbierałem je z ziemi, wierząc, że mają sens wciąż
Zjadałaś mnie powoli, kawałek po kawałku
Zanim ciało siadło — już nie było mnie w środku
Chciałem tylko spokoju, zwykłego życia, ciszy
A Ty robiłaś wszystko, żebym już tego nie słyszał
Nie Ty mnie zabiłaś — ale dobiłaś resztki
Zanim rak przyszedł — już byłem wrakiem bez siły
Latami mnie gasiłaś, aż nie zostało nic
A teraz choroba kończy to, czego nie zdążyłaś zniszczyć Ty
Mogłem to zatrzymać — mogłem odejść wcześniej
Zamiast tego wierzyłem, że coś się w końcu zmieni
Dziecko miało być światłem, nowym początkiem drogi
A wyszło tak, że teraz ratuję ją od tej trwogi
Nie zgłosiłem, nie krzyczałem — tłumiłem to w sobie
Myślałem „damy radę”, dziś wiem — byłem w błędzie
Bo teraz niszczysz nas oboje, już nie tylko mnie
I nie pozwolę, żeby ona żyła tak jak ja — w tym śnie
Nie chcę Twoich łez, nie chcę żadnych wyjaśnień
Za dużo już zniszczyłaś — to nie zniknie z dnia na dzień
Ja odchodzę — czy przez życie, czy przez los
Ale nie zabierzesz jej ze sobą w ten chaos
Nie Ty mnie zabiłaś — ale dobiłaś resztki
A rak tylko zamyka ten rozdział bez litości
Jeśli coś po mnie zostanie, to prawda w tych słowach
Że można zniszczyć człowieka… zanim umrze naprawdę
Style de musique
Polska emocjonalna ballada (non-rap), męski wokal. Klimat: bardzo melancholijny, smutny, refleksyjny, cinematic, emocjonalne wyciszenie i żal. Tempo: wolne (60–80 BPM), spokojne, „ostatnia piosenka”.