Paroles
Mówią: "w imię Boga".
Mówią: "dla ojczyzny".
A ja mówię: w imię waszych stołków i waszych grubych ryjów.
Odliczam do zera.
Dali ci flagę, żebyś za nią ginął,
Dali ci krzyż, żebyś nie pytał – po co ginął?
Polityk mówi "interes narodowy",
A interes narodowy to jego konto, willa, ochroniarze, nowe audi.
Bóg na sztandarach, krew na mundurach,
A oni dzielą łupy w kantorach, w szwajcarskich bankach, w luksusowych dziurach.
Ty masz iść i strzelać do brata po drugiej stronie,
Bo im się pomysł na granicę spodobał w jakimś dokumencie.
Religia dzieli – nie łączy, choć mówią "miłość",
Bo jak masz innego boga, to twoja wiara to złośliwość.
Krucjaty, dżihad, zamachy, święte wojny –
A Bóg patrzy i myśli: "Ja im dałem życie, a oni robią z niego młyn, kuźwo?".
Gdyby nie było nieba, nie byłoby raju dla wybranych,
I nie byłoby "śmierć niewiernym" – nie byłoby rżniętych, rozpłatanych.
Ale jest, kurwa, jest – bo trzeba komuś kazać nienawidzić,
Żeby odwrócić wzrok od tego, że cię chcą oskubać i wyjść czyści.
ZABRAĆ IM BOGA I FLAGĘ – ZOSTANIE TYLKO CZŁOWIEK,
A CZŁOWIEK WIĘKSZOŚCI NIE CHCE ZABIJAĆ – CZŁOWIEK CHCE ŻYĆ, CHCE JEBAĆ, CHCE PRACować, CHCIEĆ BYĆ SOBĄ.
ALE ONI MUSZĄ NAS PODZIELIĆ, ŻEBY NAMI RZĄDZIĆ,
BO JAK STANIEMY RAZEM – TO ICH PAŁACE ZACZNĄ SIĘ PATRZYĆ W DÓŁ.
IDŹCIE I WALCZCIE O SWOJE – NIE O ICH GRANICE,
O SWÓJ STÓŁ, O SWÓJ DACH, O SWOJĄ GODNOŚĆ W KOŃCU, CHUJE.
Wyciągnij łeb z telewizora – oni cię karmią strachem,
Żebyś nie widział, że twój sąsiad z naprzeciwka ma taki sam zapierdol, taki sam dach.
Polityk potrzebuje wroga – bez wroga nie ma racji bytu,
Więc wymyśla ci obcego, byleś tylko nie poszedł po twój zwykły, ludzki zysk.
Ile wojen było o ropę w imię wolności?
Ile matek płakało, bo ktoś chciał dowieść swojej boskości?
Zero, kurwa, zero – jak twoje szanse na emeryturę,
Bo oni biorą wszystko, a tobie rzucają ochłap i każą być wdzięcznym.
Nie trzeba mi Boga, co każe zabijać,
Nie trzeba mi rządu, co każe umierać.
Trzeba mi stołu, chleba, spokoju w nocy,
Trzeba mi ludzi, co mają dość i mówią: DOŚĆ, KURWA, POMOCY.
A potem wstają i biorą to, co ich – nie jego, nie jej, nie tych panów w krawatach.
ZABRAĆ IM BOGA I FLAGĘ – ZOSTANIE TYLKO CZŁOWIEK,
A CZŁOWIEK WIĘKSZOŚCI NIE CHCE ZABIJAĆ – CZŁOWIEK CHCE ŻYĆ.
ALE ONI MUSZĄ NAS PODZIELIĆ, ŻEBY NAMI RZĄDZIĆ.
IDŹCIE I WALCZCIE O SWOJE – O SWÓJ STÓŁ, O SWÓJ DACH, O SWOJĄ GODNOŚĆ W KOŃCU.
Gdyby nie było polityki – nie byłoby Ukrainy i Rosji.
Gdyby nie było religii – nie byłoby Palestyny i Izraela.
Byłyby ludzie.
Tylko ludzie.
Z tym samym głodem, z tym samym strachem, z tą samą chęcią życia.
Więc weź swój los w swoje ręce.
Nie czekaj, aż oni powiedzą ci, kogo masz nienawidzić.
Walcz o swoje.
I pierdol ich wszystkich.
Bo nie ma Boga nad pieniądzem i nie ma ojczyzny nad twoim dzieckiem śpiącym obok.
Koniec.