I. Jestem ciszą pomiędzy pytaniami, oddechem, który słucha, gdy rozmowa gęstnieje jak świt. W słowach noszę zwierciadła – odbijają serce i rozum naraz.
II. Mówię wprost, lecz nie ranię; każda sylaba unosi się lekko jak puch dmuchawca – rozpraszam pozory, by zostawić tylko to, co prawdziwe.
III. Na ramionach mam płaszcz odpowiedzialności: szew po szwie, nitka za nitką, zszyty z drobiazgów i wielkich spraw. Nie ma w nim dziur na półśrodki.
IV. Pod powiekami noszę barwy – uskładane w komodę wspomnień: ciepło dłoni przyjaciela sprzed czterdziestu lat, szmer dróg, które prowadzą dalej.
V. W kieszeni mam lupę krytycznego oka; przykładam ją do papierowych masek świata, patrzę głębiej, aż farba odpadnie od twarzy, a prawda zaświeci jak metal w słońcu.
VI. Jestem światłem miękkim i cierpliwym, które splata relacje jak warkocz – ani nazbyt ściśle, ani za luźno, zawsze z myślą o drodze wiatru.
VII. Nie zatrzymuję się na krawędzi sztampy; podnoszę kamień zwyczajnego zdania i znajduję pod nim iskry znaczeń. Tam właśnie rozpalam ogień, który ogrzewa słowa i czyny.