[Verse 1] Marcel Oskar Robert Lecą w miasto jak wiatr Plecak pusty od książek Pełen kasków i szmat Zamiast siedzieć przy biurku Kręcą kółka od rana Szkoła dzwoni w telefonie Ale cisza Odrzucane
[Chorus] Pojechali na rowerach na skerpark Skaczą Jeżdżą Aż im płoną hamulce Robią fikołki nad betonem jak ptaki Uczyć im się nie chce Mają swoje wakacje Pojechali na rowerach na skerpark Zamiast lekcji tylko śmiech w ich głowach Jedzą pizzę na rampie jak królowie dnia I nikt ich dziś nie dogania (hej!)
[Verse 2] Kolana całe w dziurach Brudne dłonie od farb Ktoś znów krzyczy „uważaj” Oni „spokojnie Dam radę” Na kartkówkę już spóźnieni Ale kogo to rusza Liczy się tylko to jedno Czy wskoczysz wyżej od wczoraj
[Chorus] Pojechali na rowerach na skerpark Skaczą Jeżdżą Aż im płoną hamulce Robią fikołki nad betonem jak ptaki Uczyć im się nie chce Mają swoje wakacje Pojechali na rowerach na skerpark Zamiast lekcji tylko śmiech w ich głowach Jedzą pizzę na rampie jak królowie dnia I nikt ich dziś nie dogania (oh!)
[Bridge] Zeszyt leży gdzieś pod łóżkiem Kurzy się od tylu dni Oni liczą tylko triki Nie oceny Nie stopnie Może kiedyś to zapiszą W pamiętniku dwóch Trzech lat „To był dzień Gdy na skerparku Świat nam stanął na raz”
[Chorus] Pojechali na rowerach na skerpark Skaczą Jeżdżą Aż im płoną hamulce Robią fikołki nad betonem jak ptaki Uczyć im się nie chce Mają swoje wakacje Pojechali na rowerach na skerpark Zamiast lekcji tylko śmiech w ich głowach Jedzą pizzę na rampie jak królowie dnia I nikt ich dziś nie dogania (hej, hej!)
Estilo de música
Bouncy pop-punk energy with crunchy guitars, brisk drums, and male vocals; verses stay tight and story-driven, chorus jumps with gang shouts and octave guitars, middle section drops to claps and bass before a final, explosive hook repeat