Letra
I było święto, jak to w niedzielę, a tym razem
Upiększone wizytą Aniołów w naszym Domu, gdy
Dzień się budził, pomalutku, jesienny, słoneczny
Liście barwne, trochę zielone, w promieniach ciepła,
Które w naszym domu zagościło już dawno…
U siedliśmy z kawą w dłoniach, tak wpatrzeni, w
Przebudzenie poranka, spokojni, z uśmiechem
Na twarzach wypoczętych, snem wzmocnionych,
Radością życia napełniających się z każdą chwilą
I wtedy do salonu weszli, wpłynęli, Aniołowie i
Nie wiemy ilu ich było, choć każdy miał swoje
Miejsce, na którym przysiadł i wsłuchiwał się w
Nasze poranne rozmowy, długie, obfite, pełne
I nagle świat się tak rozszerzył, że widać było
To co ważne, w strumieniach wielkiego światła
Dwóch silnych żarówek, rozjaśniających to co
Przyszło i poprosiło o zrozumienie, dając Nam
Następną wielką mądrość prawdy istnienia…
I tak rozmawialiśmy ze sobą cały ranek, bez
Znużenia, w czasie, który zaistniał w Nas po to
Abyśmy jeszcze wyraźniej swój cel wspólny znali
I za nim świadomie szli, jak pionierzy, wynalazcy
Dobrze było nam tak, że chciało się ten czas
Wydłużyć i tak się stało, bo cała nasza niedziela
Ogromną przestrzenią czasową się stała, i na to
Wszystko był odpowiedni moment, dla siebie i Nas
Obecność Aniołów, tak w czuciu silna, dodała
Nam potęznych sił i mocy w Naszym istnieniu
Potwierdziła sens naszej pracy, wspólnego
Działania, i już mistrzostwa w tym co robimy
W ten prosty, najpiękniejszy sposób mogliśmy
Zobaczyć, że już nie jesteśmy nauczycielami
Dla siebie i innych, ale nie poznaną jeszcze do
Końca formą, która, jak mocno w to wierzymy
Kształtuje oblicze Nowego Świata…