كلمات
Stoję na dachu drapacza chmur
patrząc z lękiem w dół
na rzekę maszyn i ludzi.
Spływa zło, nie wiadomo skąd,
zamiast nawadniać, zatapia świat,
zamiast zmywać, świat brudzi.
Zamarłam jak jaszczurka
na gorącym ganku
gdy wspiąłeś się
na mą górę o poranku.
W podniebnej ciszy
nikt nas nie usłyszy.
Może los podły
tu nie zauważy,
że szczęściem kogoś
przypadkiem obdarzył.
Znam dobrze tego frajera,
za grosz honoru,
co daje - zabiera.
Więc kiedy wychodzisz...
chcę się tylko pożegnać...
To los co dał o świcie,
rano postanowił odebrać.
Zbliżam mokre rzęsy
do dachu krawędzi,
słona kropla zrywa się z uwięzi
w dół za tobą
na stracenie pędzi, pędzi...
Stoję na dachu drapacza chmur
patrząc z lękiem w dół
na rzekę maszyn i ludzi.
Spływa zło, nie wiadomo skąd,
zamiast nawadniać, zatapia świat,
zamiast zmywać, świat brudzi.
Kiedy jesteś blisko mnie,
ponad chmury unoszę się,
skąd widać rzeki szmaragdowe,
otwarte arterie zielonej krwi
to widok, który dodaje mi sił.
Patrzę z uśmiechem wtedy w dół,
wiem, że byłbyś ze mną
gdybyś tylko mógł.